Innowacyjne działania w przestrzeni muszą sięgać coraz głębiej do doświadczeń człowieka, do jego doświadczeń z przekazami medialnymi, aby nadbudować nad nimi warstwę nowości, świeżego komunikatu o większej sile rażenia. Nie dziwi więc, że nie każde działanie z zakresu ambient marketingu, będzie operowało kategorią tańca, zabawy z pupilem, czy pobudzaniem witalności i zachęcaniem do czerpania radości z życia. Czasem wręcz, kluczowym leitmotivem staje się śmierć, krew, rozczłonkowanie ciała. A zastosowane efekty są tak rzeczywiste, że mogą napawać grozą nawet widza o mocnych nerwach. Nastawiona na szok była kampania zlecona przez fundację Society For Abandoned Animals. Akcja miała ukazać ludziom, że porzucone zwierzęta często spotyka śmierć m.in. pod kołami pojazdów. Zeszłoroczna kampania „Dead dogs“ została zrealizowana w Hongkongu, a polegała na umieszczeniu na ulicy i parkingach naklejek naturalnej wielkości martwego psa. Kierowca, który na naklejkę najechał, mógł odnieść wrażenie, iż rzeczywiście potrącił zwierzę. Działania marketingowe okazały się udane, przynosząc znaczny wzrost świadomości społecznej oraz wsparcia finansowego dla fundacji.

Straszenie stało się już stałym elementem wielu kampanii ambientowych o wydźwięku społecznym. W 2008 roku, Amnesty International zorganizowało Hamburga kampanię społeczną, zorientowaną na przeciwdziałanie karze śmierci. Pomysł opierał się na zastąpieniu w autobusach zwykłych uchwytów takimi, które miały postać papierowych, powieszonych ludzi, z pętlą na szyi, z obwisłą głową złożoną na piersi. Każdy, kto zetknął się z ta zaskakująca ulotką, mógł poczytać o akcji, a także przyczynić się do „uratowania życia” Drugim działaniem ambient marketingowym o podobnej wymowie była, przeprowadzona w 2009 w autobusach miejskich, Chrześcijańska Kampania Przeciw Torturom (ACAT), pod hasłem Victims are people just like you and me. Z tyłu siedzeń dla pasażerów przyklejono poranione ręce związane sznurem. Efekt, który otrzymywano każdorazowo, gdy pasażer zajął miejsce siedzące był taki, iż to właśnie on wyglądał na skrępowanego.

Po bardziej makabryczne środki sięgnęli twórcy innej kampanii w duchu ambient marketingu, mającej częściowo charakter społeczny. Na londyńskim targowisku Smithfield Market przyCharterhouse Street, zaskoczeni klienci, zauważyli na stoisku mięsnym, wystawione na sprzedaż… ludzkie kończyny! Ręce, nogi, a nawet penisy (stanowiące w rzeczywistości instalację, dzieło rzeźbiarki Sharon Baker), przygotowane były z tradycyjnej kiełbasy oraz włoskiej szynki dojrzewającej. Nad osobliwym sklepem wisiał szyld Wesker&Son, przywołujący na myśl bohaterów serii znanych gier komputerowych o zombie. W ten sposób, firma Capcom, projektująca gry, przez dwa tygodnie, reklamowała swoją nową grę Resident Evil 6 oraz wspierała stowarzyszenie osób po amputacjach, Limbless Association. Mimo, iż akcja wywołała spory buzz i pozwoliła zebrać znaczne kwoty dla poszkodowanych (zysk ze sprzedaży foliowanych, poporcjowanych „kończyn” przekazany został członkom stowarzyszenia), nie została odebrana pozytywnie w prasie branżowej, głównie ze względu na swój makabryczny wydźwięk, silnie komercyjny charakter całego przedsięwzięcia i brak refleksji nad tym, że dzieci, przychodzące na zakupy wraz z rodzicami, mogą przeżyć swoistą traumę, biorąc- realnie wyglądające- produkty mięsne, za prawdziwe, odcięte, części ludzkiego ciała. WoMM wywołany przez działania Capcomu, poddawał w wątpliwość etykę i zasadność strategii. Nie była to pierwsza akcja ambient marketingowa, podejmowana przez tego producenta, ale niewątpliwie najmocniejsza.

Ambiwalentny odbiór wywołała także inna londyńska akcja spod znaku ambient marketingu. Brytyjska marka Lush (kosmetyki naturalne), co roku przyznaje organizacjom nagrodę za działania na rzecz walki z testowaniem kosmetyków na zwierzętach. W Międzynarodowy Dzień przeciwko Wiwisekcji, w centrum Londynu, zorganizowała akcję zbierania podpisów pod petycją o zaostrzenie przez Unię Europejską przepisów, dotyczących nieludzkiego traktowania zwierząt w laboratoriach. Wydarzeniu ph. Take animals out of cosmetics testing, towarzyszył szokujący performance, w którym udział brała młoda kobieta, ubrana w kombinezon, dający wrażenie nagości. Została ona umieszczona w witrynie sklepowej, a następnie skrępowana i torturowana. Drugi aktor, wyglądający jak lekarz lub laborant, zmuszał ją do jedzenia, golił jej owłosienie z głowy i twarzy, kuł igłami, ranił, a nawet używał wobec niej elektrowstrząsów, symulując w ten sposób działania, którym na ogół są poddawane zwierzęta wykorzystywane do eksperymentów laboratoryjnych. Gdy oprawca zakończył straszne praktyki, założył nieprzytomnej dziewczynie na głowę worek i zostawił jej ciało przed sklepem. Ta dramatyczna, w swym wydźwięku, akcja ma zapobiec ciągłemu wydłużaniu okresu, który dano koncernom kosmetycznym na wdrożenie zmian w standardach prowadzonych przez siebie badań i testów. Przy projekcie współpracowała organizacja Human Society International, a zamierzoną ilość podpisów zebrano bez problemu. Ten przejaw ambient marketingu wywołał spory szum wśród uczestników akcji, a także echo w mediach. Również i tym razem, podobnie jak w przypadku Capcomu, nie była to pierwsza kampania ambient marketingowa marki. Firma Lush podejmowała już proekologiczne działania na rzecz ograniczenia opakowań, produkowanych dla branży kosmetycznej. Nic nie wywołało jednak takiego szoku u odbiorcy, jak dobrowolne poddanie się przez jedna z działaczek, zatrudnioną w Lush, przebiciu hakami i powieszeniu w sposób, w jaki traktowane są zabite rekiny. Była to makabryczna manifestacja w obronie tych wielkich drapieżników, wykorzystywanych również w przemyśle kosmetycznym.

O ile, budując strategie marketingowe, firmy obawiają się o efekty, jakie przynieść może działanie w formacie ambient marketingu, o tyle, można być pewnym, iż te, szczególnie odważne, operujące przemocą lub nagością, niewątpliwie wzbudzą zainteresowanie opinii publicznej. Przyszłość ambient marketingu nastawionego na szok i silne emocje jest obiecująca, bowiem, nasza codzienność, karmiona niezliczona ilością przekazów reklamowych, będzie szukała ciągle tego, co jeszcze zaciekawi i zaskoczy konsumenta. A jest o co walczyć, bowiem, polski rynek działań ambientowych wart jest obecnie blisko 100 milionów złotych.