Sam mural reklamowy to, co prawda, jeszcze nie przejaw ambient marketingu, lecz klasyczna wielkoformatowa reklama outdoorowa. Jeśli jednak, malowidło ścienne o charakterze promocyjnym, zostanie włączone w inne, niekonwencjonalne działania przestrzenne, jak ścieżki, instalacje, wydarzenia o charakterze ruchowym i performance, to możemy już mówić o muralach wykorzystywanych w ambient marketingu. Właśnie taka realizacja miała miejsce w 2011 roku, kiedy obchodzono w stolicy Rok noblistki- Marii Skłodowskiej-Curie i Międzynarodowy Rok Chemii. Idea opierała się na stworzeniu muralu, który adaptowałby, jako swoją naturalną część, elementy architektoniczne budynku (mural 3D prezentował chemiczkę w laboratorium), a co więcej- całość stanowiła fragment szerszego projektu- multimedialnej instalacji na terenie Warszawy. Zasadniczym celem działań z zakresu ambient marketingu było zilustrowanie praktycznych zastosowań badań nad pierwiastkami odkrytymi przez Curie-Skłodowską. Z tej przyczyny, twórcy, chcieli pobudzić, za sprawą gry fluorescencyjną barwą i światłem, skojarzenia z promieniotwórczością. Ciekawym pomysłem było przedstawienie wspomnianych pierwiastków, jako superbohaterów, gdzie Polon miał dar latania, a Rad mógł promieniować. Całość, realizowana pod hasłem Urodziłam się w Warszawie, była nakierowana na wspomnienie setnej rocznicy przyznania Polce Nobla za odkrycie radu i polonu, ale też, rozbudzenie świadomości, iż wybitna chemiczka była z pochodzenia warszawianką i tu właśnie rozpoczęła się jej kariera naukowa.

Oprócz tworzenia nowych inicjatyw spod znaku ambient marketingu, warto wspomnieć również o próbach ratowania i relokacji w nowy kontekst, starych, a ocalonych ze zniszczenia dawnych reklam o takim charakterze. Takim właśnie przypadkiem jest jajo z Ronda Wiatraczna. Czterdzieści lat temu, promowało ono spółdzielnię drobiarską PolDrob. Reklamę tę wyróżniało to, że była ona jedyną warszawską kompozycją tego typu w 3D. Podstawą kompozycji była malowana na ścianie budynku kura, a z muru wystawała, około dwumetrowa skorupka jajka. Entuzjastom stołecznych murali udało się ocalić te skorupkę, a dziś można ja oglądać w nowym kontekście, w klubie „Kicia kocia”.